![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() |
... you can at least call me crazy ;) Podobno... ... jesli chce sie teraz zalozyc bloga na blog.pl , trzeba zaplacic. Wiec postanowilam zaktualizowac :) Zreszta obecny blogspot moze byc niedlugo nieaktualny, chyba ze usiade i poszukam jakiegos innego laya. Niezardzewialego. Ale to sie jeszcze zobaczy. Anyway. Updated. 2011-10-12 22:04:35 skomentuj Odezwało się (0) .
Tak na wszelki wypadek, gdyby chciano skasowac z powodu braku aktualizacji... 2011-06-24 15:28:06 skomentuj Odezwało się (0) Przeprowadzka. Przepraszam, ze tak znienacka. Tera jestem tu: http://still-betaa.blogspot.com Zapraszam :) 2010-10-11 02:21:01 skomentuj Odezwało się (0) Salomon. RMF 24 poinformowalo, ze wczoraj zmarl producent slynnej marki nart, pan Georges Salomon. Nie wiem jak tam narty i wiazania, ale ja butki trekkingowe Salomona zakupilam w bodajze 1997 roku i nadal wygladaja jak nowe. Stracily walor nieprzemakalnosci w trakcie motocyklowej eskapady z UK do Szwajcarii, gdzie sluzyly za biking boots i polegly w parodniowej walce ze strugami deszczu przy sredniej predkosci 70 mil na godzine. Ale przeciez zawsze moge je zaimpregnowac :D Co ciekawsze, tak na marginesie, od 13 lat mi sie nie zmienil numer buta :) Ostatnio wypozyczyla je Mloda na szkolna wycieczke do Chatsworth (buty sa rok od niej mlodzsze :) ). Tak wiec, panie Salomonie, gratuluje firmy i jakosci. Life well spent. Nabylam wlasnie droga zakupu na Amazonie pierwszy sezon House'a. Jupiiii! Bede wiec miala lekko zajete wieczory od poniedzialku :D Plus, kolezanka M. nieopatrznie napomknela, ze na Youtube jest Zbuntowany Aniol. No to juz teraz wiecie co sobie ogladam na silowni, tak? :D 2010-10-07 01:15:04 skomentuj Odezwało się (0) Po 10ciu dniach nieobecnosci... ... na silowni, z ktorych 7 spedzilam na tuczacej diecie Muski - w pierwszym dniu powrotu na Zaklad z wizyta przybyli mili panowie z Thorntonsa. I naprzynosili goodies. Fakszitkurna. Kaska przeszla z raczki do raczki, a mini chocolate brownies i chunky choc chip choccies odkladaja mi sie wlasnie na dupie i biodrach. Pfff. Ogladamy przedostatni odcinek Heroes i chociaz akcja pokrecona na maxa, to smutno mi, ze to juz koniec. Ktos wie, gdzie jeszcze moge sie na Milo Ventimiglia napatrzec? :) W poczekalni sezon 4 Dextera oraz 3 sezony True Blood, wiec nie jest w sumie tak zle. Plus postanowilam sprawdzic na wlasnej skorze, co to za zamieszanie z tym Housem. No to sie wciagnelam. Piec odcinkow ciurkiem obejrzalam, chichotajac przy jednym z nich w samolocie jak glupia :D Ktos moze ma cala pierwsza serie pozyczyc? Czy tam od razu ze cztery? :D Update w sprawie Chopa - 2 papierosy w 3 dni. No niby rzucil, ale tak nie do konca. Ale zawsze to lepsze niz ponad 20 dziennie, nie? :) 2010-10-06 00:14:20 skomentuj Odezwało się (3) Rzucanie palenia story... ... ciag dalszy. Wlasnie oficjalnie minelo Chopu 12 godzin. Zaledwie jedna wielka pyskowka odbyla sie wczoraj, zaogniona przez brak wspolpracy ze strony laptopa :) Zobaczymy jak pojdzie dalej. I'll keep u posted. 2010-10-04 12:15:57 skomentuj Odezwało się (0) Dziwnie mi. Wrócilam przedwczoraj z tygodniowego wywczasu w PL i jakos mi tak, no, dziwnie. U rodziców superek, posilki, kapiele w wannie, wypady do znajomych, na targowisko, chlanie tu i tam, i owam. Ale mieszkac z Nimi z powrotem bym juz nie mogla, kole dnia czwartego gul juz mi zaczal rosnac ogromny. Powrót tu i juz na samym wejsciu uderzyl mnie zapach psow, ktorego normalnie sie nie czuje, bo przyzwyczajenim. Desz leje, a wiec i dach nam dalej przecieka - nowe miejsca niestety pokapuja, teraz np pada na stol. A ze deszcz pada to i zimno - trzeba ogien codziennie rozpalac. A z kolei z ogniem idzie w parze dym i kurz, co jeszcze bardziej mnie przygnebia. I tak o. Dziwnie mi. Niby sie ciesze, ze wrocilam, ale jakos tako nie do konca. Plus zeby szok przejsciowy byl jeszcze wiekszy - pojechalismy wczoraj pod namiot. No bo czemu nie. Wieczor byl super, lokalna knajpa na skraju Peak District, home brewed beer and ale, muzyka na zywo w wykonaniu stalych bywalcow - gitary, skrzypce, bebenki, akordeon itp. Do namiotow dotarlismy kole 3ciej nad ranem, zakopalismy sie w kolderce (dawno juz stwierdzilam, ze jak jade na biwakowanie autem to wole zabrac zimowa kolderke niz spiwor ;)) i rano obudzil nas ulewny deszcz. Wszyscy wiedza, jak uroczo zwija sie mokry namiot w strugach deszczu, tak? No wlasnie. Jutro ostatni dzien wolny, Mloda na wycieczke szkolna wybywa, moze jakos wreszcie dojde do siebie. Bo na razie dalej mi... dziwnie. ps. Chop rzucil palenie dzisiaj. Tzn ma w planie. Ostatnia fajke wypalil jakies 5 godzin temu. Ja, poniewaz nie rzucam (swieza dostawe papierochow przeciez mam, z PL przywiezionych), musze sie przed nim na razie chowac. Obaczymy jak bedzie. Zycze mu jak najlepiej. A ja na razie sie zegnam, ide ubrac gumiaki i lece z parasolka na poklad. Zapalic :D 2010-10-03 16:27:35 skomentuj Odezwało się (0) Apdejt Apdejt: Sie dzialo, sie dzieje i pewnie sie dzialo bedzie takoz w przyszlosci. Wiem ze sie zapuscilam okropnie i juz mi sie wymowki koncza (laptop znowu byl nie teges, po tym jak Chop obiecal ze mi system od nowa postawi, obiecal jakos 25go kwietnia *roll eyes* - po czym wreszcie oddalam machine do zaprzyjaznionego sklepu komp, dwa razy, no i teraz, na razie, dziala :) ), no ale jakos mi nie idzie. Zmian co niemiara. Pisalam ze pralki nam trzeba, nie? No wiec podskoczylismy o jeden szczebelek na drabinie spolecznej i pralke nabylismy. Na poczatku odwalalismy po jednym praniu dziennie, potem przeszlismy przez batalie z Mloda, ktorej brudne ciuchy zawsze stanowily jakies 80% brudnych ciuchow wszystkich, i wreszcie teraz wrocilo do normy, pierzemy w trakcie ogladania wieczornych filmow, jakies dwa razy w tygodniu. Inna zmiana to nowa, czarna bestyjka, Albert. Kocio sie znaczy. I to nic, ze ciagle wolam na niego Eddie, sie przyzwyczail juz chyba. Generalnie to Bert, Bercik, Albercik, Bertie itp (oczywiscie kuzyn Chopa, Rob, uparcie zwraca sie do kota per Ziggy i jest urazony ze nadalismy nowemu dziecku inne imie, ale postanowilam w jego obecnosci zwracac sie do dziecka Ro-Bert, moze to go przystopuje :> ) I co tam jeszcze siem dzialo... Ano nic wielkiego, oprocz faktu, ze ze trzy razy sie z Chopem rozstawalismy i ze w zeszlym tygodniu bylam u lekarza po 'the morning after pill'. No bo w koncu dziecko ewentualne bedziemy produkowac za rok. Jesli jeszcze bedziemy razem. Generalnie to ze dwa miechy deprechy mialam, jakos chyba things are looking up, mam nadzieje. Orzezwiajacym policzkiem byla sytuacja u tesciow, nie bede sie wdawac w szczegoly, ale kiepsko to wygladalo. Tym co pamietaja wydarzenia z lutego powiem tylko: Madzia powrocila, suczka jedna. (Na serio nie dociera do mnie, co wg 18stolatki moze wyniknac z podjarania sie o 40 lat starszym facetem, creepy - az mi wstyd, manipulative bitch). Ale co bylo to bylo, sie dogadali, i w sumie mnie to lekko natchnelo do przmyslen. Bo raz zem wkurwiona, dwa, zem poszkodowana w pewien sposob, ale jednak Chop skurwielem nie jest (na razie :> ), wiem moze warto nad tym popracowac. Tzn, ekhem, JEST skurwielem w pewnym sensie, ale mnie tez z tymi kilkoma kilogramami w nadmiarze jest niewygodnie. I moze sie za to zabiore, a moze nie. Zobaczymy :P Na razie, podwajajac nadprogramowe kilogramy, uzaleznilam sie od Subway'a. No bo i wieczorne zmiany jak stolowka na zakladzie zamknieta, i Subway o rzut beretem. Mniamusne! Ale od jutra (czy tam pojutrza) zaczne na basen / silownie uczeszczac... i postaram sie organiczyc do Subway'a co trzeci dzien. Musze tylko dobrze sobie dni policzyc, zeby trafic na odpowiedni 'Sub of the day' :D 2010-07-13 18:30:17 skomentuj Odezwało się (1) Wiosenne porzadki... ... wizyty na zlomowisku i na wysypisku. Plus, po raz kolejny, odkrylismy Ebay jako swietne zrodlo zakupow. Mamy wiec nowy generator (na rope, uruchamiany przez nacisniecie guzika, a nie szarpanie pier... linki :D - guzik zostal umiejscowiony w kuchni, wiec nareszcie skonczyly sie klotnie na temat czyja to kolej na wycieczke do silnikowni i generatora wlaczenie / wylaczenie ;)); mamy takze silnik do naszej barki, ktory przybedzie za tydzien. Moze wiec sie wreszcie bedziemy mogli kajs tym naszym domem wybrac? :D Aha, bo mamy tez zastrzyk gotowki: Mloda mieszka od grudnia i nareszcie wyspowa socjalka nam kase wyplacila - benefity backdated od stycznia wlasnie. Ehehe :D I tak, wiem, moj polski znowu cuda wyprawia. Co najgorsze, i nie podoba mi sie to wcale, slow zapominam. Tak jak 'backdated' wlasnie. I wiele innych. Smutno mi z tego powodu strasznie, ale jakby nie mam z kim klechac. Chop obiecywal ze sie nauczy i na cacankach sie skonczylo. Jedyny kolega Polak z pracy sie w niedziele zwolnil, a kontakt ze znajomymi w Sheffield tez troche podupadl. I tak siem ostala, sama lekko... Chyba za cel kolejnych miesiecy wezme sobie integracje z krajanami. A napewno pointegruje sie intensywnie po 28smym, bo na wystepy goscinne znow sie wybieram. Ktos chetny na klechanie? :D 2010-04-21 03:11:12 skomentuj Odezwało się (1) Chyba czas zakupic pralke... ... bo zeszloroczne comiesieczne wizyty w pralni teraz przemienily sie w wizyty codwutygodniowe, a czasami i cotygodniowe. Co sie zmienilo? Ano od grudnia mieszka z nami Mloda. Ubaw po pachy. Ciagle powtarzam sobie, ze najgorsze juz za nami: przez pierwszy tydzien spala na kanapie, wiec kladla sie o tej samej porze co my - efektem czego w ciagu calego tygodnia, sam na sam zamienilismy z Chopem moze z 5 slow. Nie istnialo cos takiego jak rozmowa, w ktorej Mloda nie brala udzialu, nie istniala takze mozliwosc posiedzenia chocby 5 minut w ciszy - nie bylo ciszy. Szok systemowy dosc duzy, zwlaszcza ze my dosc cenilismy sobie spokojne wieczory, gdzie albo kazde czytalo jakas ksiazke, albo kazde robilo cos na kompie. Teraz Mlodej twarz sie dalej nie zamyka, ale przynajmniej o 22:00 mozemy zamknac cala Mloda w jej pokoju. I oczywiscie uslyszalam, ze 'krew jest gesciejsza niz woda' plus ze 'przeciez chcialas miec dziecko'. Z pierwszym nie ma sie co klocic, zwlaszcza ze Mloda matka z domu, delikatnie mowiac, wypierdolila. Pewnego piatkowego, grudniowego wieczora odebralismy telefon o 23:30 i uslyszelismy: "Come and pick your fucking daughter up". No to co bylo robic? Pojechalismy po zaplakane dziecko, spakowane do kilku reklamowek. (Nie to ze pocwiartowane!! ;)) Aniolek po dosc krotkiej chwili pokazal pazurki, zwlaszcza ze matka, w kilku zolnierskich slowach strescila nam, co spowodowalo podjecie tak, drastycznej jakby nie bylo, decyzji. Kobieta po prostu juz nie dawala sobie rady, a nie chciala przejsc do rekoczynow. Probke aniolkowatosci utraconej mielismy juz na drugi dzien, nie wspominajac o kolejnych tygodniach. Co do drugiego Chopowego stwierdzenia, to fakt, ze odpadlo mi zmienianie pieluch, ale jakby brakuje tez pozostalcyh lat cieszenia sie z malego dziecka. Nie wiem czy wczesniej wspominalam, ale Mloda miala w dziecinstwie stwierdzony Zespol Aspergera w stopniu lagodnym. Ubaw po jeszcze wyzsze pachy. Taki cytacik: "Występują też problemy w ocenie stopnia ważności wykonywanych czynności oraz w ocenie czasu potrzebnego na wykonanie danej czynności, zbytnie koncentrowanie się na jednej czynności i niemożność zmiany obiektu koncentracji (nieelastyczność). Ponadto ludzie ci odczuwają silną potrzebę skończenia raz rozpoczętego zadania, próba przerwania czynności objawia się silnym stresem i próbami uzasadniania "na siłę" powodu wykonywania tej czynności. Człowiek pochłonięty taką obsesyjną czynnością systematycznie zaniedbuje inne." A to dopiero czubek gory lodowej. Dalej jest brak empatii, problem z dostosowaniem tonu glosu do rodzaju wypowiedzi oraz formy wypowiedzi do kontekstu, szybka, niedbala mowa, niezdarnosc, gadatliwosc... Tak wiec nie dosc ze mamy teraz na stanie podlotka w wieku hormonalnym, to do tego nie mozna jeszcze przy podlotku tym stosowac, szeroko pojetych, 'normalnych' metod wychowawczych. Czasem szczeka na serio opada do ziemi. Np na niedawnym szkolnym spokaniu o wyborze przedmiotow na tutejsze GCSEs Mloda, na pytanie "Kim chcialabys byc w przyszlosci?" odparla "Napewno nie chce byc samotna matka kilkorga dzieci, mieszkajaca w council house [domu socjalnym?], bez chlopaka i pracy". No cel szczytny, ale powiedziala to tak powaznym tonem, ze nie wiedzielismy gdzie sie z Chopem schowac przed zszokowanym wzrokiem nauczycielki. Oraz kolejna perelka: Odrabianie pracy domowej z matematyki, dzialania na liczbach dodanich i ujemnych. Przyklad: 4 - (3 * -2) = to wg Mlodej -2. Mnie nauczono inaczej, wiec probuje wytlumaczyc. Nie. Ona ma racje. No to znalazlam podobne przyklady na necie. Nie, internet sie myli. No to, w gescie desperacji, zrobilam to dzialanie na kalkulatorze. Nie!!! Kalkulator sie myli!! "It's all fucking wrong! I'm right! Look, I'll show you!!" I tak przez godzine, z dodatkiem placzu, krzyku i zgrzytania zebow. I juz w pewnym momencie nie chodzilo o sama odpowiedz, ale o fakt, ze nie dala sobie za zadne skarby pokazac i opowiedziec jak do wlasnego wyniku doszlam. Czasem natomiast jest cud, miod, ultramaryna, super dziewczyna, chetna do pomocy i wysluchania tego, co inni maja do powiedzenia, potrafiaca pieknie rysowac i grac na pianinie oraz lubiaca gotowac. Tylko trudno ocenic, ktorych z tych czasow jest wiecej... K. twierdzi, po wysluchaniu moich opowiesci, zem nieraz macocha z piekla rodem. Nie powiem, jest mi czasem bardzo ciezko. Nie jestem dzieckiem z rozbitej rodziny, wiec trudno mi sie na 100% postawic w dziecka sytuacji. Nie chce tez Mlodej wspolczuc z powodu syndromu, bo nie na tym to polega. Chop tez zreszta sam sie na razie uczy podejscia do wlasnego dziecka, bo przeciez do niedawna byl tylko weekendowym tatusiem, ktoremu nie wypadalo Mlodej sforowac, bo 'skoro spedzali ze soba malo czasu to nie bylo sensu wiekszosci tego czasu marnowac na krzyki i klotnie'. To cytat byl. Z ktorym zreszta nie do konca sie zgadzam, bo z tego co wyczytalam to jednoznacznego lekarstwa na Zespol A. nie ma - terapia i szkolenia wydaja sie byc jedna z niewielu pomocy, i szkolenia takie nalezy rozpoczac w dosc wczesnym wieku. No wiec tak o, to moja (kolejna) wymowka w temacie zarzucenia bloga. Nie bede sie juz bardziej rozpisywac, Mloda w ten weekend u mamusi, ide korzystac z braku dziecka za sciana *sprosny chichot* 2010-03-12 22:34:50 skomentuj Odezwało się (0) A kuku? No to jestem. Tak znienacka :D Bo podobno ktos tu jeszcze oprocz, ekhem, mnie, zaglada. No to dopszsz... Lapek po naprawie smigo znow, wiec postanowilam w piersi sie uderzyc i reaktywowac. I tak, TYLE czasu naprawa zajela. Tzn ok, naprawa sensu stricte trwala niewiele ponad tydzien, ale 3 miesiace zajelo mi / nam odnalezienie paragonu do naprawy kwalifikujacego. No balaganik lekki na barce mamy. Zeby nie powiedziec burdel ;) Jak widac pora spac chodzenia nadal ta sama, reszta rzeczy dosc nowa. Ale o tem potem, bo stare nawyki trudno wyplenic i *nagle* zostalo mi 16 minut baterii. Czyli ze sie nie rozgadam. No ale na plus sie liczy ze reaktywacja jest :P 2010-03-10 02:02:28 skomentuj Odezwało się (0) Po raz kolejny... ... popelnilam blad poczatkujacego bloggera. Wymodzilam dlugasna notke, a potem nacisnelam nieodpowiedni klawisz. I notka poszla sie jebac. To ja tez ide, ekhem, spac. 2010-02-09 01:23:37 skomentuj Odezwało się (2) |
|||